W lutym 2012 roku wraz z Tomaszem Kawałko oraz Grzegorzem Pożogą wyruszamy samochodem terenowym (Mercedesem Gelände) do Rosji. Celem wyprawy będzie przemierzenie zimowymi drogami Kareli, obszarów położonych wokół Morza Białego, Półwyspu Kolskiego oraz jezior Ładoga i Oniego. Zamierzamy odwiedzić także Petersburg, Archangielsk, Wysypy Sołowieckie oraz Murmańsk. Wyprawa potrwa od 10 do 27 lutego 2012 roku.
Wyprawa będzie dokumentowana przy użyciu kamery cyfrowej w rozdzielczości HD a jej przebieg będzie na bieżąco relacjonowany na stronie www.transarctica.pl oraz w "Głosie Pomorza". Film z poprzedniej wyprawy Tomasza Kawałko, Mercedesem Gelände, do Rosji można obejrzeć na YouTube »
Jedziemy całą noc z niewielką przerwą na 2 godzinny sen na poboczu drogi. Przed Кандалакша zatrzymuje nas Policja do kontroli ale upomina tylko o brak rejestracji z przodu samochodu (zapomnieliśmy opuścić osłonę przeciwsłoneczną od strony pasażera gdzie przyczepiona jest rejestracja), życzy szczęśliwej drogi i każe jechać dalej. Przed południem docieramy do Кандалакша gdzie na stacji benzynowej tankujemy samochód, robimy śniadanie, ustalamy trasę dalszej jazdy oraz robimy przegląd samochodu. Jest ciepło – kilkanaście stopni mrozu. Pada śnieg a słońce ledwo przebija się przez chmury. Jedziemy w kierunku pierwszego zimownika na półwyspie Kolskim. Jest koło drugiej po południu. Kiedy docieramy do Zimnika okazuje się, że jest on przejezdny tylko kilkadziesiąt kilometrów do jeziora. Po drodze spotykamy Rosjan na skuterach śnieżnych, którzy mówią aby nie jechać dalej i zawrócić póki jeszcze się da bo dalej to już tylko skutery przejadą. Ruszamy więc z powrotem na trasę do Murmańska i kierujemy się na północ. Krajobraz się zmienia. Tajga ustępuje miejsca lasotundrze a w wyższych partiach gór – powyżej 250 m n.p.m. tundrze. Do Murmańska docieramy w nocy. Przygodnie poznany Rosjanin pomaga nam znaleźć tani hotel. Chłopaki wynajmują pokój a ja kładę się w samochodzie odpalając go co kilka godzin aby nie zamarzł. Jest w miarę ciepło jak na tę porę roku i miejsce, raptem -13 st. C.
Rano tylko -18 st C, robimy szybkie pakowanie, jemy śniadanie i chwilę rozmawiamy z miejscowymi. Mówią, że w tym roku zima nie taka straszna. Mało śniegu i mniejsze mrozy, choć w nocy było -30 st. C a w sąsiedniej wsi nawet -40 st. C. Pogoda śliczna, kilkanaście stopni mrozu, kierunek Archangielsk a po drodze Oniego. Mając na uwadze przestrogi żon jedziemy ostrożnie, tak że nawet duże ciężarówki nas wyprzedzają. Dziś prowadzi Tomek. Po drodze robimy obiad i ruszamy dalej drogami, którymi tylko jeden samochód terenowy na raz jest w stanie przejechać. Na wieczór docieramy nad jezioro Oniego do miejscowości Шальский. Tam dwóch przygodnie spotkanych chłopaków wsiada do nas do samochodu i pokazuje nam brzeg jeziora Oniego. Jest całe zamarznięte, a u ujścia rzeki do jeziora jest port. Robimy zdjęcia, kręcimy film i ruszamy z powrotem w kierunku Murmańska. Po drodze przejeżdżamy Kanał Białomorski w miejscowości Повенец. Tomek przechodzi śluzę i robi zdjęcia za co zostaje ostro upomniany przez pilnującego śluzy wartownika, że to obiekt strategiczny i nie wolno robić zdjęć ani przechodzić. Można tylko przejechać bez zatrzymywania się. Obok śluzy zatrzymujemy się przy przepięknej drewnianej cerkwi i zbieramy kamienie dla Pana, który przy naszym wyjeździe ze Słupska poprosił nas o przywiezienie kamieni z miejsc gdzie żyli i umierali Polacy. Stamtąd ruszamy dalej w kierunku Murmańska, ponieważ postanawiamy najpierw dojechać na półwysep Kolski a potem wracając na południe zajechać do Kiem i na „Sołowki” oraz Archangielska. Chcemy więcej czasu poświęcić na zwiedzenie „Zimnikami” półwyspu Kolskiego.
Rano pożegnaliśmy Tolę i ruszyliśmy do Nowogrodu Wielkiego, gdzie przywitała nas po „królewsku” polonia. Wieczorem ze Zdziśkiem pojechaliśmy do bani – prawdziwej rosyjskiej. Bania była na wsi u znajomego Zdziśka – Jury – zastępcy gubernatora obwodu. Późno w nocy chłopaków odwiozłem do hostelu będącego własnością Jury a ja pojechałem do Zdziśka na nocleg.
Rano wziąłem się za pisanie. Kiedy poszedłem odpalić samochód nie zaskoczył. A było tylko -30 st C w nocy. Zdzisiek zawiózł mnie do hostelu po chłopaków. Po powrocie do Zdziśka razem wzięliśmy się za naprawę samochodu: rozgrzaliśmy co mogliśmy i wymieniliśmy filtr. Jednak nic to nie dało samochód nie zapalił. Podejrzewamy, że to przez resztkę paliwa (jeszcze z Polski) jaka zostało w baku, ponieważ wieczorem jeździłem już na rezerwie i wyciągnąłem ze zbiornika wszystko co było. Samochód udało się nam odpalić dopiero na zaciąg. Od razu pojechaliśmy kupić przetwornicę, która zepsuła się dość szybko po wyjeździe z Polski oraz zatankować rosyjskie paliwo. Postanowiliśmy także nie gasić już na noc samochodu. Koło 15 czasu miejscowego ruszyliśmy w kierunku Archangielska obierając najkrótszą drogę. Biegnie ona wśród lasów czasem po drogach asfaltowych a czasem po szutrowych. Drogi szerokie i dzięki zimie całkiem niezłe. Na noc zatrzymujemy się na nocleg na jakieś stacji benzynowej wśród bezkresnych obszarów tajgi. Chłopaki śpią w samochodzie ja w namiocie na dachu. Mróz -30 st. C. W samochodzie mimo grzania wszystko co przy drzwiach i na podłodze zamarza. Ja w namiocie u góry, zaputany w śpiworze czuję jak wystawiona na zewnątrz część twarzy zamarza. Jest zimno ale fajnie, piękna gwieździsta noc.
Rano pożegnaliśmy Tolę i ruszyliśmy do Nowogrodu Wielkiego, gdzie przywitała nas po „królewsku” polonia. Wieczorem ze Zdziśkiem pojechaliśmy do bani – prawdziwej rosyjskiej. Bania była na wsi u znajomego Zdziśka – Jury – zastępcy gubernatora obwodu. Późno w nocy chłopaków odwiozłem do hostelu będącego własnością Jury a ja pojechałem do Zdziśka na nocleg.
Przed południem czasu polskiego (różnica czasu w Rosji to 3 godziny do przodu) byliśmy na granicy rosyjskiej. Kolejki nie było a odprawa przeszła wyjątkowo szybko i sprawnie. Młode pograniczniczki więcej się z nas śmiały i dziwiły, że chcemy zimą do Murmańska jechać, niż nas kontrolowały. Zaraz za granicą zrobiliśmy pierwsze zakupy, czyli piwo, wódka i ruszyliśmy do mieszkającego 40 km od granicy Toli. Udało się nam go znaleźć. Tola mieszka w starej, jednoizbowej chacie opalanej skleconym z gliny i cegieł piecem. Nie ma wody ani prądu. Żyje jak w XIX w. Przyjął nas bardzo mile. Poczęstował ostatnimi 3 pierogami i 3 kotletami pomimo, że to wszystko co miał. Gościł nas najmilej jak mógł. Dostał od nas prezenty i pomogliśmy mu pociąć drewno do palenia aby w izbie było ciepło. Izba czarna od sadzy i pełna dymu ale ciepła. Na noc poszliśmy spać do samochodu. Chłopaki do środka a ja na zewnątrz do namiotu dachowego. Nie było zimno, raptem -23 st. C.
Ze Słupska wyruszyliśmy 10.02.2012, Około 3 w nocy 11.02.2012 przekroczyliśmy granicę polsko-litewską. Droga była dobra i kilometry szybko uciekały mimo, że jechaliśmy maksymalnie 75 km/h. Na Łotwie zatrzymał nas patrol policji ale kontrola była miła i szybka.
Wyprawę zamierzamy rozpocząć w Słupsku 10 lutego 2012.